wtorek, 29 lipca 2014

Japoński duch - zachodnia technologia


Osaja jest jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w Japonii
Jednym z kluczowych frazesów naszej transformacji ustrojowej jest teza o jej ponoć zupełnym nowatorstwie i tym samym o niemożności korzystania z jakichkolwiek wzorów. Teza ta nie jest jednak prawdziwa. Istnieje bowiem kraj, który dokonał odgórnej zmiany ustroju, w warunkach o wiele trudniejszych niż nasze i zrobił to z wielkim powodzeniem stosując metody będące antytezą liberalizmu. Krajem tym jest Japonia. Przejścia dokonywano wprawdzie od feudalizmu do kapitalizmu, ale problematyka była podobna, lecz zarazem trudniejsza, uwzględniając chociażby barierę kulturowo-językową ówczesnych Japończyków.
 W Japonii w ciągu 13 lat od przewrotu Meiji (1868) do wielkiej prywatyzacji (1881) dokonano tego, co w Polsce przeprowadza się przez ponad pół wieku w ramach dwóch kolejnych transformacji ustrojowych: od kapitalizmu do komunizmu i od komunizmu do kapitalizmu. Japonia mianowicie upaństwowiła istniejący przemysł, modernizując go. Zbudowała wiele nowych, nowoczesnych przedsiębiorstw państwowych i to wszystko razem sprywatyzowała, sprzedając wyłącznie podmiotom krajowym po zaniżonych cenach i nie doprowadzając wcześniej przedsiębiorstw do bankructwa.
Powstały w ten sposób podstawy niezwykle skutecznego kapitalizmu, w którym polityka gospodarcza państwa zachowuje do dziś dominującą rolę.

niedziela, 13 lipca 2014

Społeczna gospodarka rynkowa i Samorządna Rzeczpospolita (3)



III. Sposoby realizacji obowiązujących w Polsce
programów społeczno-gospodarczych


1. Zmarginalizowanie ideologii neoliberalnej


 Podstawowym polskim problemem jest indoktrynacja ideologią neoliberalną. Wprawdzie praktyka dwudziestu lat transformacji, globalizacji i wglądu w rzeczywiste funkcjonowanie gospodarek rynkowych (zwłaszcza niemieckiej i francuskiej) otworzyły oczy wielu naszym współobywatelom, jednakże uwikłanie umysłowe w tę szkodliwą doktrynę jest nadal duże.
Jak już wspomniano, pierwszy etap bardzo skutecznej indoktrynacji neoliberalizmem opozycyjnych elit został przeprowadzony w latach 80. przez pozasolidarnościowe wydawnictwa drugiego obiegu. Później rolę tę zaczęły kontynuować oficjalne media i programy nauczania uczelni ekonomicznych. To te właśnie uczelnie zaczęły spełniać rolę szczególnie szkodliwą, kształcąc neoliberalnych fachowców do działalności praktycznej i dalszej działalności
propagandowej.
Należy więc dążyć do skorygowania programów nauczania uczelni o profilach ekonomicznych.
Jednostronne i wręcz fałszywe przedstawianie ekonomii światowej (zarówno współczesnej jak i w jej wymiarze historycznym) jest niedopuszczalne ze względów zasadniczych. Należy zatem upowszechniać wiedzę o zróżnicowaniu kapitalizmu współczesnego i jego trzech głównych odmianach: anglosaskiej, niemieckiej i japońskiej. Wśród nich nawet kapitalizm anglosaski ma mało wspólnego z rozpropagowaną u nas neoliberalną dewiacją. Należy nauczać o polityce gospodarczej państwa i kooperacyjnych stosunkach przemysłowych (pracownicze współzarządzanie) występujących w kapitalizmie niemieckim a stąd upowszechnionych w całym zachodnioeuropejskim kapitalizmie kontynentalnym.
W ten sposób nasz konstytucyjny zapis o „społecznej gospodarce rynkowej” stanie się w Polsce zrozumiałym27. W ramach kapitalizmu typu niemieckiego na szczególną uwagę zasługuje model skandynawski. W nauce o kapitalizmie europejskim (w dużym stopniu uspółdzielczonym) nacisk należy położyć na spółdzielczość we wszystkich jej wymiarach,
w szczególności finansowym (bankowość, ubezpieczenia), którą do dzisiaj kojarzy się u nas irracjonalnie z komunizmem. Duże znaczenie ma dobre zaznajomienie się z kapitalizmem typu japońskiego (stosowanym przez wszystkie wschodnioazjatyckie „tygrysy”), który najdobitniej falsyfikuje neoliberalną teorię międzynarodowych sfer finansowych. Na pierwszy plan wysuwa się tu strategiczna polityka gospodarcza państwa a oprócz kooperacyjnych stosunków przemysłowychbankowość, nastawiona na rozwój własnego kraju a nie wyłącznie na osiąganie własnych zysków. Z rozwiązań amerykańskich na pierwszy plan wysuwa się akcjonariat pracowniczy.

sobota, 12 lipca 2014

Społeczna gospodarka rynkowa i Samorządna Rzeczpospolita (2)


Prof. Leszek Balcerowicz.  Fot. Inter.

II. Pucz Balcerowicza



1. W kierunku dzikiego kapitalizmu i doktryny szoku


Istotnym czynnikiem, który zadecydował o odstąpieniu po Okrągłym Stole od programu
Samorządnej Rzeczypospolitej była indoktrynacja opozycyjnych elit ideologią dzikiego
kapitalizmu (neoliberalizmem), dokonana przez poza-solidarnościowew wydawnictwa
drugiego obiegu o charakterze agenturalnym. Proces ten, fundamentalny dla patologicznego
charakteru naszej transformacji ustrojowej, jest niezauważany przez interpretatorów
najnowszej historii Polski4. Indoktrynacja ta rozwinęła się zaraz po wprowadzeniu stanu
wojennego, lecz zamierzone skutki osiągnęła dopiero w drugiej połowie lat 80. Ideologia
dzikiego kapitalizmu była sprzeczna z odczuciami i interesem szerokich rzesz obywateli,
w tym członków Solidarności. Nie mogła być zatem wprowadzona do porozumień Okrągłego
Stołu, mimo że znacząca część jego opozycyjnych uczestników była już jej zwolennikami.
Jednakże krajowym motorem dzikiego kapitalizmu była partyjna nomenklatura, uwłaszczająca
się masowo od ponad już roku w stylu kapitalizmu wręcz kryminalnego. To te kręgi
zainicjowały, i w taki właśnie sposób, transformację ustrojową. Widać w niej niedwuznaczny
związek z memoriałem Mirosława Dzielskiego z 1980 roku „Jak zachować władzę
w PRL”5, w którym autor zachęca reżimowe elity do zmiany ustroju poprzez uwłaszczenie
się na majątku państwowym. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wspomniany wcześniej, indoktrynujący
neoliberalizmem drugi obieg wydawniczy korzystał z wyraźnego reżimowego
parasola ochronnego.

Społeczna gospodarka rynkowa i Samorządna Rzeczpospolita (1)


I. Obowiązujące w Polsce społeczno-gospodarcze ramy programowe


1. Program I. Krajowego Zjazdu „Solidarności”


Na I. Krajowym Zjeździe „Solidarności” w 1981 roku uchwalony został program
Samorządnej Rzeczpospolitej. Postulował on szeroki rozwój samorządności pracowniczej,
zawodowej i terytorialnej. Związek miał „tworzyć i wspierać niezależne i samorządne instytucje
we wszystkich sferach życia społecznego”. System nakazowo-rozdzielczy miał być
zlikwidowany i zastąpiony rynkiem z zachowaniem jednak planowania gospodarczego.
Nowy porządek społeczno-gospodarczy miał „kojarzyć plan, samorząd i rynek” prowadząc
do „powszechnego wyzwolenia pracowitości i przedsiębiorczości”.
Zwieńczeniem różnego rodzaju samorządów miała być Izba Samorządowa jako druga
izba polskiego parlamentu, co nawiązywało do wcześniejszych postulatów polskiej myśli
społeczno-politycznej.
Program nie wspominał o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, ale postulował
rozwój przedsiębiorstw prywatnych i prywatnego rolnictwa.
Program Samorządnej Rzeczpospolitej został uzupełniony w 1987 roku o akcjonariat
pracowniczy, który zresztą był wcześniej uwzględniony w encyklice Laborem Exercens,
dołączonej w całości do programu zjazdowego „Solidarności” z 1981 roku.
Program Samorządnej Rzeczpospolitej nie był programem nowatorskim na gruncie
polskim. Łączył postawy prawicowe i lewicowe, jak się je dzisiaj określa. Tuż po wojnie
rozwijał podobną koncepcję Feliks Koneczny1 i ruch ludowy. Nie był też żadną „utopią”,
jak próbuje się go dziś dyskredytować2, gdyż przejście do gospodarki rynkowej poprzez
likwidację systemu nakazowo-rozdzielczego, ale z zachowaniem planowania i poprzez rozwój
przedsiębiorczości prywatnej, ale bez niszczenia przedsiębiorstw państwowych, zostało
dokonane z powodzeniem w Chinach i na Białorusi, choć przy ograniczonej demokracji.
Czynnik samorządowy w Polsce, nadałby tym przekształceniom duży dynamizm oraz skuteczność
i gwarantował pełną demokratyzację kraju.

sobota, 5 lipca 2014

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (7)

VI. W kleszczach nonsensu

Jak już wspominaliśmy, Wańkowicz wyróżnia w historii Polski dwie sztafety: utracjuszowstwa i skrzętnej pracy. Pisze, że widzieliśmy w XVII wieku tylko sztafetę dekapitalizacji idącą z rąk do rąk oraz, że trzeba było „pracy” pokoleń aby zmarnować Polskę bogatą i zasobną[1].

Dzisiaj wystarczyła na to jedna dekada orgii niszczenia i wyprzedaży za bezcen polskiego przemysłu. Cóż za paradoks! W okresie komunizmu polska sztafeta gospodarcza była mimo wszystko kontynuowana. Natomiast urywa się w momencie powstania formalnie niepodległej Polski i zastępuje ją sztafeta dekapitalizacji.

Działają tu oczywiście różne czynniki – długofalowe, dobrze przemyślane obce interesy, jak i prymitywne krótkowzroczne interesy krajowych łapówkarzy. Ogromne znaczenie ma pojawienie się dużej grupy kompradorskiej inteligencji, która z definicji łączy swoje interesy z interesami obcymi.

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (6)

V. Sztafety ciąg dalszy

Wojna przerwała realizację polskich planów gospodarczych i przyniosła ogromne straty materialne i kadrowe. Wielu fachowców jednak ocalało i przystąpiło w warunkach okupacyjnych do kształcenia nowych kadr. Pod koniec wojny, kiedy granice przyszłej Polski były już wyznaczone, szykowano się do przejęcia zakładów przemysłowych na Ziemiach Odzyskanych. Tworzono programy gospodarcze i plany nowych form organizacyjno - własnościowych. Stanisław Grabski[1] postulował wprowadzenie w przejmowanych fabrykach Ziem Odzyskanych akcjonariatu pracowniczego połączonego z własnością państwową.

Po wojnie komuniści narzucili swój system, jednakże ogromna ilość wykształconych przed wojną i na tajnych kompletach fachowców przystąpiła do odbudowy kraju i polskiego przemysłu.

Jak podaje Aleksander Bocheński[2] Kazimierz Szpotański zorganizował przemysł elektrotechniczny, a jego ludzie zasilili katedry wyższych uczelni technicznych. Z kolei człowiek z „Cegielskiego” inż. Adam Kręglewski zorganizował przemysł maszynowy. Do współpracy przystąpił także Eugeniusz Kwiatkowski, lecz jego formatu nie mogli już komuniści strawić.

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (5)

IV. Czasy współczesne – państwo dalej potrzebne

Technika protekcjonizmu wychowawczego jest aktualna do dziś. Zastosowały ją z powodzeniem po II Wojnie Światowej dalekowschodnie azjatyckie tygrysy – Korea Płd., Tajwan, Tajlandia, Singapur i Malezja, naśladując przy tym japońskie sposoby kierowania gospodarką.

Jednakże nawet państwa rozwinięte, mogące sobie pozwolić na zliberalizowaną wymianę handlową, nie rezygnują z polityki gospodarczej państwa, która dalej pozostaje niezbędnym elementem dobrze działającej ekonomii. Leseferyzm i doktrynalny liberalizm handlowy to niebezpieczne mity dla tych, którzy w nie wierzą. Są one pożyteczne tylko dla tych, którzy je głoszą dla innych sami ich nie stosując. Trudno o lepszy przykład słuszności tej reguły niż 10-lecie naszej transformacji ustrojowej.

czwartek, 3 lipca 2014

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (4)

III. Przed liberalizmem trzeba się bronić
- czasy tzw. protekcjonizmu wychowawczego



Protekcjonizm wychowawczy jest systemem rozwiniętym w XIX wieku i stosowanym wówczas przez kraje dzisiejszej czołówki gospodarczej, poza Anglią, które broniły się przed jej ekonomiczną dominacją. W pierwszym rzędzie przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Zasady protekcjonizmu wychowawczego aktualne są do dziś i stosowane z powodzeniem po II wojnie światowej przez wschodnioazjatyckie państwa – „tygrysy” gospodarcze.

Protekcjonizm wychowawczy jest kontynuacją metod merkantylistycznych, z tym, że dostosowanych do nowszych czasów. Jego cechą specyficzną jest obrona przed liberalizmem gospodarczym, czego w merkantylizmie, jako w systemie przedliberalnym, nie było.

Protekcjonizm wychowawczy nie neguje liberalizmu handlowego. Uznaje go za system dobry, ale dla państw gospodarczo rozwiniętych. Natomiast kraje słabo rozwinięte powinny rozwijać swoją gospodarkę przy pomocy państwa i ceł ochronnych aż do osiągnięcia poziomu innych krajów rozwiniętych. Wtedy dopiero można sobie pozwolić na wolną wymianę handlową. Stąd i nazwa „protekcjonizm wychowawczy”.

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (3)

II. Pojawia się liberalizm gospodarczy

Począwszy od siedemnastego wieku zaczynają się rozwijać w ekonomii koncepcje liberalne. Najpierw postulujące tylko wolny handel międzynarodowy, później – nie mieszanie się państwa do gospodarki (tzw. „lesseferyzm”).

Dwulicowość liberalizmu handlowego

Wolność handlu międzynarodowego głoszą zawsze państwa silne ekonomicznie, którym nie zagraża konkurencja z zewnątrz, a które są zainteresowane w podporządkowaniu sobie rynków innych krajów. Jest regułą, że gdy pojawia się skuteczna konkurencja z zewnątrz, głosiciel liberalizmu zaczyna się zachowywać zupełnie niezgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami.

Holandia w XVII wieku stała się historycznie pierwszą potęgą kapitalistyczną. I to ona właśnie jest ojczyzną liberalizmu handlowego. Kraj ten zainteresowany swobodną żeglugą zaczął głosić zasadę mórz otwartych („mare liberum”). Późniejszy głosiciel liberalizmu - Anglia, broniąc się przed przewagą holenderską, głosiła w tym czasie zasadę mórz zamkniętych („mare clausum”) i chciała uznać za swe wody terytorialne Morze Północne i cały Północny Atlantyk. Ogłosiła też wspomniany, protekcjonistyczny akt nawigacyjny Cromwella.

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (2)

I. Czasy Merkantylizmu

Merkantylizm rozwinął się u progu epoki nowożytnej, najpierw w praktyce, później w teorii. Jego początki przypadają na koniec XV wieku, kiedy to po okresie wojen władcy Francji i Anglii skoncentrowali się na rozwoju gospodarczym swoich państw.

Król Anglii Henryk VII Tudor (przełom XV i XVI wieku) rozumiał, że - jak pisze autor angielski[1] - wojna i sława wojenna źle służą gospodarce natomiast gospodarka dobrze służy państwu. Państwo zatem powinno skoncentrować się na rozwijaniu gospodarki. Podobnie myślał ówczesny król Francji Franciszek I. Obaj też przystąpili do wcielania swoich poglądów w życie. Rozprawy teoretyczne rozwijające nowe spojrzenie na główne zadania państwa pojawiły się później. W Anglii były to głównie prace Halesa i Muna, we Francji prace Laffemasa.

Wcześniej, w epoce feudalizmu, skarb państwa zasilany był głównie podatkami z produkcji rolnej, która siłą rzeczy miała ograniczony charakter. Później zrozumiano, że bogactwo kraju i państwa może wzrastać poprzez rozwój produkcji rzemieślniczej i przemysłowej oraz poprzez eksport wytwarzanych przez nią towarów. Ważny jest też więc rozwój miast i handlu.

Miarą bogactwa jest ilość pieniędzy a o ilości pieniędzy w kraju decyduje dodatni bilans handlowy. Należy więc jak najwięcej eksportować a jak najmniej importować. Dla zwiększenia eksportu należy rozwijać produkcję eksportową. Dla zmniejszenia importu należy rozwijać produkcję antyimportową. Zwiększanie produkcji pozwala zatrudnić ubogą ludność kraju i przekształcić jej pracę w bogactwo narodowe. Przekształcaniu pracy ludności swojego kraju w to właśnie bogactwo służy eksport towarów jak najbardziej przetworzonych. Zacytujmy jednego z naszych współczesnych autorów opisującego zasady merkantylizmu[2]:

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (1)

Być albo nie być

Każde państwo o sprawnej i efektywnej ekonomii stosuje politykę gospodarczą. Robiło to dawniej i robi to dziś. Robi to dziś nie tylko Japonia, ale robią to również Stany Zjednoczone za parawanem haseł liberalnych.

Czasy kryzysów czy zmiany ustroju wymagają stosowania ekstremalnych form polityki gospodarczej państwa, co ilustruje działalność rządu zarówno w Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu jak też w Japonii podczas przechodzeniu z feudalizmu do kapitalizmu w czasie tzw. „rewolucji Meiji”.

Natomiast polska współczesna transformacja ustrojowa przebiega pod hasłem sformułowanym przez Tadeusza Syryjczyka, że „najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak”. Efektem takiego podejścia jest ogólny demontaż polskiej gospodarki ze wszystkimi jego ujemnymi konsekwencjami.

Uruchomienie sprawnej polityki gospodarczej jest problemem „być albo nie być” nie tylko polskiej gospodarki, ale również polskiej demokracji, oświaty, nauki i polskiej kultury.

czwartek, 19 czerwca 2014

Chrońcie fabryki Pensylwani! Cła ochronne inkubatorem Stanów Zjednoczonych


Finał budowy kolei transkontynentalnej. Do każdej mili budowanych kolei państwo dopłacało – więcej na terenach górzystych.

Jan Koziar

Wokół ceł ochronnych toczą się w naszym kraju liczne dyskusje. Przeciwnicy, odwołując się do neoliberalnej teorii, widzą w nich czynnik antyrozwojowy, destrukcyjny. Zwolennicy, odwołując się do aktualnych, krajowych problemów wskazują, że czynnikiem destrukcyjnym jest ich brak. Żyjemy w kraju, w którym przewaga teorii nad praktyką ma ugruntowaną tradycję. Doktrynerstwo marksistowskie zastąpione zostało doktrynerstwem neoliberalnym, zafałszowującym wiedzę o rzeczywistym rozwoju kapitalizmu, jego zróżnicowaniu i funkcjonowaniu. Na nic się więc zda wskazywanie na niszczenie polskiego przemysłu i rolnictwa tanim i łatwym importem, wobec panującego przekonania, że przodujące światowe gospodarki rozwijały się w oparciu o wolny handel. To przekonanie jest jednak błędne, bowiem wszystkie gospodarki, które osiągnęły sukcesy na rynku międzynarodowym, zaczynały od ochrony swego raczkującego jeszcze przemysłu przed zagraniczną konkurencją. Najlepszym zaś przykładem są same Stany Zjednoczone.

niedziela, 15 czerwca 2014

Aleksander Piński - Zakazane bogactwo


Książka Aleksandra Pińskiego - ''Zakazane bogactwo''

Gdyby w 1989 r. nasi politycy wybrali inną drogę polityki gospodarczej, dziś Polska byłaby wśród 20 najbogatszych dużych krajów świata, gdzieś między Francją a Wielką Brytanią.
W kolejnych latach byśmy ich prześcignęli i dołączyli do światowej elity bogaczy, obok USA i Szwajcarii.
To nie są mrzonki. 
"Zakazane bogactwo" to książka, która udowadnia, że bogactwo to tylko skutek podejmowania odpowiednich decyzji politycznych, zaś bieda, to efekt błędów popełnionych "na górze". 

 

Za: http://multibook.pl/pl/p/Aleksander-Pinski-Zakazane-bogactwo-/2906

niedziela, 8 czerwca 2014

M. Kędzierski: Industrializacja Korei Południowej – co Polska może wykorzystać?

Wstęp
Sześć dekad temu Korea Południowa zaliczała się do grona zacofanych państw rolniczych mierzących się z fundamentalnymi problemami społecznymi (poziom analfabetyzmu w 1960 r. wynosił 27,9%[1]). Z wojny w latach 1950-1953 kraj wyszedł poważnie zdewastowany – zniszczono około połowy bazy przemysłowej i ¾ linii kolejowych[2].
Państwo zajmujące południową część Półwyspu Koreańskiego dokonało jednak na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat spektakularnego skoku cywilizacyjnego – południowokoreański PKB per capita w 1960 r. wynosił niewiele ponad 10% amerykańskiego, by w 1995 r. wzrosnąć do ponad 40%, a w 2010 r. do ok. 66%. Wzrost gospodarczy w latach 60. XX w. osiągał średniorocznie poziom 8,4%, w 70. – 7,2%, 80. – 8,7%, 90. – 6,2%, a w pierwszej dekadzie XXI wieku – 4,2%[3].
Jednym z istotnych, jeśli nie najważniejszym, czynnikiem rozwoju gospodarczego Korei Południowej, była rozbudowa sektora przemysłowego, który stanowi obecnie o sile koreańskiej gospodarki oraz jej pozycji w światowym podziale pracy. Udział przemysłu w PNB Korei Płd. wzrósł z 14% w 1961 r. do 28% w roku 2005 (w międzyczasie osiągając nawet wyższe wartości), a udział sektora rolnego, leśnego i rybołówstwa w tym okresie spadł z 37% do 3,5%[4]. Przemysł Korei Południowej należy także do najbardziej zaawansowanych na świecie pod względem technologicznym.

poniedziałek, 19 maja 2014

Wolnorynkowi hipokryci


Prawie wszystkie rozwinięte kraje wzbogaciły się stosując politykę, która nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem – twierdzi prof. Ha-Joon Chang w książce „Bad Samaritans, The Myth of Free Trade and the Secret History of Capitalism” (Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i sekretna historia kapitalizmu).
Chang pisze, że jeszcze w XVII w. nic nie wskazywało, że w niedługim czasie Wielka Brytania stanie się najbardziej rozwiniętym państwem świata. W 1721 r. premierem został niejaki Robert Walpole. Uważał on, że nic tak nie służy bogactwu państwa jak eksportowanie wysoko przetworzonych produktów a importowanie surowców. Dlatego radykalnie podniesiono cła na te pierwsze, a obniżono na drugie. Rząd wprowadził subsydia eksportowe i państwową kontrolę jakości eksportu. Urzędnicy pilnowali, by za granicę wysyłano tylko produkty odpowiedniej jakości, tak by budować renomę u zagranicznych klientów.
Tę politykę kontynuowano aż do połowy XIX w. Na przykład jeszcze w 1820 r. średnie cło na importowane do Wielkiej Brytanii produkty wynosiła 45-55 proc., podczas gdy w Niemczech i Szwajcarii było to zaledwie 8-12 proc. Dodatkowo zabroniono eksportu z kolonii brytyjskich produktów, które mogłyby konkurować z brytyjskimi, takich jak bawełniane czy wełniane ubrania (te pierwsze uderzyło w Indie, a drugie zniszczyło przemysł wełniany w Irlandii). Z tych samych powodów Walpole zabronił budowy hut stali w USA. Pod koniec wojen napoleońskich, czyli po blisko 100-latach protekcjonistycznej polityki przemysł Wielkiej Brytanii byli powszechnie uważany za najbardziej wydajny na świecie.

„Państwo, które ma najbardziej rozwinięty przemysł na świecie, nie może zrobić nic mądrzejszego, jak ogłosić wszem i wobec, że wcześniej zbłądziło na ścieżkę protekcjonizmu, by teraz powrócić na właściwą drogę wolnego handlu. W ten sposób dostając się na sam szczyt, „odkopuje drabinę” umożliwiającą osiągnięcie równie wysokiego poziomu rozwoju innym krajom” – napisał w 1841 r. niemiecki ekonomista Friedrich List w książce „The National System of Political Economy” (Narodowy system politycznej ekonomii). I dokładnie tak postąpiły władze Wielkiej Brytanii. Do 1860 r. zniesiono ostatnie cła i kraj ten stał się największym na świecie promotorem wolnego handlu.

niedziela, 18 maja 2014

Południowa stypa


Po latach Grecy i Hiszpanie mogą żałować, że wstąpili do Unii Europejskiej. Integracja zahamowała szybki rozwój gospodarczy obu państw

Grecja bogaci się najszybciej na świecie, zaraz po Japonii. Hiszpania przegoniła pod względem tempa wzrostu Koreę Południową i depcze po piętach Tajwanowi. Tak wyglądała sytuacja dwóch obecnie najbardziej pogrążonych w kryzysie krajów UE, zanim weszły do Unii. Porównanie Grecji i Hiszpanii z azjatyckimi tygrysami jest szczególnie uzasadnione. Wysokie tempo wzrostu gospodarczego osiągnęły bowiem tymi samymi metodami co one: ochroną własnego rynku cłami i państwowymi inwestycjami w przemysł.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Strategia smoka


Dlaczego Chiny zdołały zbudować prężny przemysł wysokich technologii, a Polska nie, choć jest od nich dwukrotnie bogatsza?

Polska światowym liderem w eksporcie jabłek oraz Chińczycy wylądowali na Księżycu – te dwa tytuły informacji prasowych z ostatnich tygodni pokazują, jaka przepaść dzieli gospodarki Chin i Polski. Podczas gdy naszą specjalnością za granicą jest produkcja nisko przetworzonej żywności, chińska firma Lenovo jest największym na świecie producentem komputerów osobistych. Dzięki mądrej polityce gospodarczej Chiny w eksporcie zaawansowanych technologicznie produktów dorównują krajom trzykrotnie od nich bogatszym.
  
Inwestycje w badania i rozwój

Lenovo które powstało w 1984 r. za pieniądze(25 tys. USD) chińskiej Państwowej Akademii Nauk (do dzisiaj ma pośrednio udziały w firmie), nie jest przypadkiem, ale częścią przemyślanej strategii stworzenia z Chin światowej potęgi gospodarczej. Chińczycy rozumieją, że bogactwo bierze się z posiadania dużej liczby krajowych, konkurencyjnych globalnie firm produkujących zaawansowane technologicznie produkty (jeżeli coś wymaga specjalistycznego know – how, trudno to skopiować, a wówczas konkurencja na rynku jest niewielka i można dobrze na tym zarobić). Z tego powodu Chiny przeznaczają na badania i rozwój nawet więcej niż niektóre najbogatsze kraje świata. Na przykład w 2012 r. wydały na ten cel 1,97 proc. PKB – więcej niż Francja (1,9 proc. ), Kanada (1,8 proc.), Wielka Brytania (1,7 proc.), Australia (1,7 proc.), Holandia (1,6 proc.), czy Norwegia ( 1,6 proc.).

piątek, 11 kwietnia 2014

Dobre, bo polskie


,,Lata 90. to okres upadku polskich browarów. Wejście na rynek zachodnich koncernów zaowocowało wykupieniem polskich marek i zunifikowaniem ich jakości i technologii’’

Znane jeszcze z czasów komuny marki zyskały nowy wygląd, świetny marketing i zalały spragniony nowości rynek, zapewniając przy okazji nutę nostalgii i narodowej dumy. Lud zadowolony ze zmian nie zwracał uwagi na drukowane małymi literami na puszkach i butelkach nazwy zachodnich korporacji. Co bardziej wybredni smakosze szukali oczywiście klasycznych polskich piw, ale te – nie wiedzieć czemu – zniknęły z rynku, wraz z małymi lokalnymi browarami. Nie żeby te nagle zbankrutowały. Owszem, nie przynosiły ogromnych zysków , ale zanim dopadła je niewidzialna ręka regulacji podatkowych, która pojawiła się w końcówce lat 90., radziły sobie całkiem nieżle. Czemu więc poznikały? Zachodnie korporacje wykupiły je, mamiąc wizją rozwoju, a kiedy już miały je w rękach – zamykały, likwidując przy okazji znane od lat marki i pozbywając się tym samym konkurencji.

środa, 2 kwietnia 2014

Protekcjonizm blagierów


,,Najbogatsze kraje świata nie chcą wolnego handlu''


Prawie każdy liczący się polityk z najbogatszych krajów świata kłamie w sprawie wolnego handlu. Oficjalnie chcą, by wymiana towarowa miedzy krajami odbywała się bez przeszkód. Tymczasem – jak podaje organizacja Global Trade Alert – w ostatnim roku podjęto trzy razy więcej działań protekcjonistycznych niż ułatwiających handel. Swoje gospodarki najbardziej chroni Unia Europejska, ale USA niewiele jej ustępują.
Laureat Nagrody Nobla z ekonomi Paul Krugman przyznał, że w USA nikogo nie obchodzi teoria przewag komparatywnych Davida Ricardo, której uczy się każdego studenta ekonomii i na którą powołują się zwolennicy wolnego handlu argumentując, że na otwarciu granic zyskują obie strony. Jego zdaniem wśród polityków, biznesmenów i wpływowych intelektualistów panuje pogląd, iż handel to ,,quasi-militarna konkurencja.’’ Jak to ujął amerykański noblista: ,,Nie chodzi o to, że ekonomia straciła wpływ na politykę w USA, ale o to, że teorie, które są podstawą każdego podręcznika ekonomii, nigdy nie były jej częścią’’.

sobota, 22 marca 2014

Droga dla Polski


Sukces ekonomiczny Korei Południowej to nic innego jak wynik dużego udziału państwa w kształtowaniu rodzimego przemysłu, polityki protekcjonizmu oraz skutecznych negocjacji z Waszyngtonem.

Koreański cud gospodarczy dokonał się dzięki sprzyjającej sytuacji międzynarodowej w latach 1960-1992 – w okresie dyktatury wojskowej, która charakteryzowała się polityką nastawioną na rozwój ekonomiczny. Tych warunków oczywiście nie dałoby się całkowicie przełożyć na polskie realia po 1989r., ale pewne mechanizmy można było z powodzeniem wdrożyć.
Zacznijmy od tego, że ani nie jesteśmy strategicznym partnerem dla Waszyngtonu, który udzielił Seulowi niezwykle korzystnych pożyczek, ani nie mieliśmy tak aktywnej  diaspory w USA, która mocno wspierałaby rozwój kraju – w latach 70. przekazy pieniężne od Koreańczyków pracujących w Stanach stanowiły 10 proc. PKB Korei Płd. W ostatnim półwieczu nie posiadaliśmy też polityka, który zadbałby o interesy Polaków tak jak prezydent Park  Chung-hee. Jego następcy, a w tym także jego córka, obecna pani prezydent Park Geun-hye, nigdy nie zrezygnowali z wizji silnego państwa. Tymczasem coraz więcej ekonomistów, polityków i komentatorów wskazuje na to, że bez wizji niezależnej gospodarczo Polski nie będzie możliwy taki rozwój gospodarczy, który pozwoliłby dogonić kraje Europy Zachodniej w najbliższej przyszłości. O dogonieniu Korei Południowej nie ma już nawet mowy.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Najsłynniejszy ekonomista, o którym Polakom nie wolno wiedzieć

Friedrich List
Jego teoria posłużyła Niemcom do dogonienia najbogatszych krajów świata w XIX w. i odbudowania gospodarek krajów zachodniej Europy po II wojnie światowej. Księgarnie uniwersyteckie w Korei Południowej i Japonii były pełne jego książek w czasie gdy kraje te stosowały jego teorię i rozwijały się w tempie 10-12 proc. rocznie.

Tymczasem na polski nie przetłumaczono do tej pory żadnej jego książki. Na wydziałach ekonomii polskich uniwersytetów nawet nie wspomina się o o jego istnieniu. Hasło polskiej wikipedii (21 lipca ktoś zaktualizował Wiki i napisał kilka zdań opisywany stan jest na dzień opublikowania artykułu. Pod informacją o ekonomiście widać datę modyfikacji: "Tę stronę ostatnio zmodyfikowano o 17:30, 21 lip 2013.") na jego temat składa się z jednego zdania, podczas gdy po niemiecku jest prawie tak długie jak cała książka, a angielska niewiele niemieckiej ustępuje.

Jak bogacili się Brytyjczycy

Robert Walpole
W szczególności ciekawy jest tutaj przykład Wielkiej Brytanii, znanego promotora wolnego handlu. Jak pisze prof. Ha Joon Chang z University of Cambridge w książce „Kicking Away The Ladder. Development Strategy in Historical Perpective" („Odkopując drabinę. Strategia rozwoju w historycznej perspektywie"), w 1721 r. premierem w tym kraju został Robert Walpole. W przemówieniu przed parlamentem oświadczył, że „nic tak nie rozwija dobrobytu państwa jak import surowców i eksport wysoko przetworzonych produktów". I postanowił rozpocząć w Wielkiej Brytanii budowę m.in. przemysłu wełnianego (odpowiednik dzisiejszych dziedzin high-tech), w którym prym na świecie wiedli wówczas producenci z terytorium dzisiejszej Belgii i Holandii.


Bogate kraje UE chcą, byśmy słono płacili im za nowoczesne technologie, choć same kopiowały je za darmo, gdy się bogaciły

Drastycznie podniesiono więc cła na importowane produkty i obniżono na surowce. Wprowadzono państwową kontrolę jakości eksportowanych towarów, by niesolidni przedsiębiorcy nie niszczyli budowanej właśnie renomy brytyjskich produktów. Politykę tę stosowano przez ponad 100 lat. Jeszcze w 1820 r. przeciętne cła w Wielkiej Brytanii wynosiły 45–55 proc. i należały do najwyższych na świecie.

sobota, 28 grudnia 2013

Polskie błędy

„Nawet gdyby Polska zachowała niepodległość, nigdy nie stałaby się bogatym i wpływowym krajem stosując wolny handel z krajami o bardziej rozwiniętych gospodarkach” - napisał niemiecki ekonomista Friedrich List w wydanej w 1841 r. książce „The National System of Political Economy” („Narodowy system ekonomii politycznej”).
Friedrich List urodził się w 1789 r. w Reutlingen (wówczas było to wolne, autonomiczne miasto), a zmarł w 1846 r. w Kufstein. Nie chciał pójść w ślady ojca, który był garbarzem i wybrał karierę w administracji ówczesnego księstwa Wirtembergii (obecnie część landu Badenia-Wirtembergia). W 1816 r. doszedł do stanowiska Dyrektora Finansowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w rządzie Wirtembergii, a w 1817 r. (miał wówczas 28 lat) został mianowany profesorem administracji i polityki na Uniwersytecie Tubingen (mimo, iż nie miał wyższego wykształcenia).
W 1824 r. wyemigrował do USA, gdzie wydawał niemiecką gazetę „Readinger Adler” w mieście Reading w Pensylwanii. Tutaj także zetknął się z pracami jednego z ojców założycieli USA, Alexandra Hamiltona, który uważał, że amerykański przemysł powinien być chroniony cłami, dopóki nie będzie na tyle mocny, by konkurować z przemysłem krajów najbardziej rozwiniętych na świecie. Chodziło przed wszystkim o Wielką Brytanię. Mógł też na własne oczy obserwować jak dynamicznie rozwija się amerykański przemysł pod ochroną ceł (w 1820 r. średnia taryfa celna w USA wynosiła 35-45 proc. i była jedną z najwyższych na świecie).

niedziela, 8 grudnia 2013

Polska biedna na zawsze

Źródło: Uważam Rze fot. Dariusz Krupa
Jak politycy sprzedali naszą szansę na bogactwo

Polska nigdy nie będzie bogata – wynika z najnowszego raportu OECD „Looking to 2060. Long-term global growth prospects" („Patrząc na 2060 rok. Długoterminowe globalne perspektywy wzrostu"). A przynajmniej nie za życia tego pokolenia ani dwóch następnych. OECD szacuje, że PKB na obywatela w Polsce w latach 2011–2060 będzie rósł w tempie zaledwie 1,9 proc. rocznie. To oznacza, że za 50 lat będziemy krajem ciągle o ponad połowę biedniejszym niż USA. Tak biednym jak Rosja, Turcja czy Meksyk. Z zazdrością będziemy patrzeć na bogatszych od nas o jedną piątą Chińczyków.

Z raportu OECD wynika także, że żaden biedny kraj, który wszedł do Unii Europejskiej, przez najbliższe 50 lat nie dogoni najbogatszych. Jak to możliwe? Bogate kraje UE miały bezinteresownie pomóc nam się wzbogacić w imię pięknej idei zjednoczonej Europy. Przecież wiedzą, jak to zrobić, bo same się wzbogaciły. Teraz wystarczy pomóc nam wprowadzić tę samą politykę gospodarczą, którą stosowały u siebie. Problem polega na tym, że polityka forsowana przez UE wobec nowych członków unii jest dokładną odwrotnością tej, którą prowadziły obecne zamożne kraje UE, kiedy się bogaciły.

Wchodząc 1 maja 2004 r. do Unii Europejskiej, stworzyliśmy unię celną z najbardziej rozwiniętymi państwami, takimi jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Prowadzimy z nimi całkowicie wolny handel. Zaawansowane technologicznie produkty ich firm są bez żadnych obostrzeń sprzedawane u nas. Sęk w tym, że żaden duży, bogaty kraj na świecie nie zbudował zamożności w ten sposób (tzn. przy otwartych granicach).

Dlaczego Niemcy są tak bogaci?

Ludwig Erhard, jeden z ojców niemieckiego cudu gospodarczego

Źródło: Corbis/FotoChannels
Jak państwowy protekcjonizm i kartele zbudowały dobrobyt Berlina


Po wojnie w Niemczech nie było cudu gospodarczego. Kraj rozwijał się wówczas wolniej niż Bułgaria, Grecja, Hiszpania czy Portugalia i w podobnym tempie co Rumunia i Włochy. Swoje bogactwo Niemcy zawdzięczają dziesiątkom lat protekcjonizmu i działalności karteli.

Program dla każdego

Angus Madison w pracy „Contours of the World Economy 1–2030 AD: Essays in Macro-Economic History" (Kontury światowej gospodarki 1–2030 AD: Eseje o makroekonomicznej historii) podaje, że w latach 1950–1973 Niemcy rozwijały się w tempie 5 proc. rocznie, co było wynikiem niezłym, ale w żadnym wypadku niezasługującym na miano cudu gospodarczego. W rządzonej przez komunistów Bułgarii PKB rósł o 5,2 proc. rocznie, w opanowanej przez wojskową dyktaturę Grecji o 6,2 proc., a w Portugalii o 5,7 proc. Porównywalne z Niemcami osiągnięcia miała także Rumunia (4,8 proc. wzrostu) i Włochy (5 proc.). O cudzie gospodarczym można mówić w przypadku Japonii, której PKB rósł w tempie 8 proc. rocznie. Stawianie więc w tym samym rzędzie Niemców i Japończyków nie ma podstaw w faktach.

Skąd zatem się wziął mit cudu gospodarczego Niemiec? Otóż faktycznie były lata, w których PKB Niemiec rósł po 10 proc., ale tak imponujące tempo wzrostu wynikało z odbudowywania zniszczonego przez wojnę i celowe działania aliantów przemysłu (m. in. zlikwidowano 706 niemieckich zakładów przemysłowych w ramach planu odprzemysłowienia Niemiec, z którego później zrezygnowano). Wówczas można łatwo uzyskać wysokie tempo wzrostu PKB, ponieważ nie trzeba uczyć pracowników, wymyślać produktów, zdobywać rynków. Wszystko jest gotowe, wystarczy tylko odbudować z ruin fabrykę, produkować i sprzedawać. Zresztą widać to na długoterminowym wykresie niemieckiego PKB, gdzie do końca wojny mamy łagodny wzrost, potem ostry spadek, ostry wzrost i powrót do długoterminowego powolnego wzrostu.

Polska dla polskich firm

Źródło: Uważam Rze fot. d. krupa
Najszybciej bogacące się kraje świata nie chciały zagranicznych inwestycji
Zagraniczne inwestycje szkodzą, ponieważ utrudniają powstanie krajowych firm. Tę prawdę rozumieli politycy z prawie wszystkich bogatych dzisiaj krajów, takich jak na przykład USA, Finlandia czy Korea Południowa. Kiedy bowiem ich kraje były biedne, otwarcie dyskryminowali zagraniczne firmy. Postępowali więc dokładnie odwrotnie niż polscy politycy po 1989 r.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z wejścia na nasz rynek firmy Amazon. (...) To kamień milowy dla naszego dalszego wzrostu gospodarczego" – tak wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński skomentował ostatnio informację o planach otwarcia w Polsce centrum logistycznego przez amerykańskiego giganta handlu internetowego. To o tyle interesujące, że kiedy USA w XIX w. goniły bogatsze od siebie państwa (przede wszystkim Wielką Brytanię), to władze tego kraju robiły wszystko, by zagranicznych inwestycji było jak najmniej. I były w tym działaniu popierane przez większość Amerykanów.

Samuraje dobrobytu

Źródło: Uważam Rze fot. Dariusz Krupa

Jak Japończycy i Koreańczycy ograli Polaków

23 lata wystarczyły Japonii, by przekroczyć średni poziom zamożności krajów Europy Zachodniej. My przez 23 lata od upadku komunizmu nie byliśmy w stanie prześcignąć nawet niewiele od nas bogatszych Czechów. Nic dziwnego, skoro robiliśmy prawie wszystko dokładnie odwrotnie niż Japończycy. W efekcie PKB na osobę w Polsce to 21 tys. dol. A gdybyśmy poszli drogą Japonii, wynosiłby 35,6 tys. dol. Bylibyśmy w dwudziestce najbogatszych, dużych krajów świata, między Francją a Wielką Brytanią.
Nie tylko nie staliśmy się drugą Japonią, ale nawet nie zbliżyliśmy się do jej osiągnięć gospodarczych. Jak podaje brytyjski ekonomista Angus Maddison w pracy „Contours of the World Economy, 1–2030 AD" („Kontury gospodarki światowej, lata 1–2030), w 1950 r. PKB na obywatela (według parytetu siły nabywczej) wynosił w tym kraju 1921 dol. To było mniej, niż wówczas wypracowywał Meksyk (2365 dol.). W 1973 r. na Japończyka przypadało już 11 434 dol., co oznacza pięciokrotny wzrost (średnia dla Europy Zachodniej to wówczas 11 417 dol.).

sobota, 7 grudnia 2013

Bogactwo to przemysł

Źródło: Uważam Rze fot. Dariusz Krupa
Przez budowę przemysłu odbudowywano gospodarki takich krajów jak Niemcy, Francja czy Włochy po II wojnie światowej. Tymczasem reformy z początku lat 90. zniszczyły w Polsce i innych krajach byłego bloku wschodniego znaczną część zakładów przemysłowych. Przemysł to kręgosłup gospodarki zamożnego państwa: bez niego nie ma nowoczesnego rolnictwa i dochodowych, opartych na wiedzy usług, czyli nie ma bogactwa i pracy. Dlatego Korea Południowa, która ma prawie o połowę większy udział przemysłu w PKB niż Polska, ma także poziom życia taki jak przeciętnie w Unii Europejskiej i najniższy na świecie odsetek bezrobotnych. Gdybyśmy skopiowali model koreański, to pracę w Polsce miałoby o 3 mln osób więcej niż obecnie.

piątek, 6 grudnia 2013

Autorewolucja

Źródło: Corbis/Sygma fot. JP Laffont

Toyota, przez lata jedna z najbardziej zyskownych firm świata, nie istniałaby dzisiaj, gdyby Japończycy zdali się na wolny rynek. Podobnie nie byłoby większości pozostałych japońskich i koreańskich koncernów motoryzacyjnych, takich jak Nissan, Hundai czy Kia. Politycy z Azji – w przeciwieństwie do polskich – zrozumieli jednak, że do walki z zachodnimi koncernami, które mają dziesiątki lat doświadczenia w branży, know-how i miliardy dolarów na kontach, krajowe firmy potrzebują silnej i sprytnej pomocy państwa.

Fałszywa teoria konkurencji

Japonia i Korea Południowa to jedyne kraje, którym po II wojnie światowej się udało stworzyć przemysł samochodowy z sukcesem konkurujący ze „starymi" motoryzacyjnymi potęgami: Niemcami, Francją czy USA. Ale zanim
doszły do tego, jak to zrobić, oba kraje popełniły wiele błędów. Jak pisze David Landes w książce „Bogactwo i nędza narodów", Japończycy najpierw otworzyli swój rynek. I już w 1925 r. w Jokohamie powstała montownia Forda, a w 1927 r. w Osace – General
Motors. W efekcie ponad 95 proc. samochodów zarejestrowanych w Japonii w latach 1926–1935 pochodziło z importu lub z amerykańskich montowni. Japoński przemysł motoryzacyjny praktycznie nie istniał. Nie był w stanie konkurować ze światowymi potęgami, bo japońskie auto kosztowało ok. 50 proc. więcej niż amerykańskie.

Murzyni Europy

Polacy konkurują w kategorii, kto lepiej przykręci śrubkę – oświadczył ostatnio członek Rady Polityki Pieniężnej i były wicepremier Jerzy Hausner. Jego zdaniem Polska jest krajem o niskim zaawansowaniu technologicznym, a firmy zagraniczne, które odpowiadają za większość eksportu Polski, są zainteresowane tylko akceptującymi niską płacę i nieposiadającymi zbyt wysokich kwalifikacji pracownikami z naszego kraju. Nic w tym dziwnego. Krajowa polityka gospodarcza prowadzona od 1989 r., która doprowadziła do takiej sytuacji, ma swoje źródło w teoriach ekonomicznych używanych w XIX w. do uzasadnienia utrzymywania w biedzie kolonii.
Oparcie rozwoju gospodarczego na inwestycjach zagranicznych ma swoje źródło w klasycznej teorii ekonomii, której integralną częścią jest teoria wolnego handlu Davida Ricardo z 1817 r. (uczy się jej każdego studenta ekonomii w Polsce). W jej myśl każdy kraj powinien specjalizować się w tym, w czym ma tzw. przewagę komparatywną i całkowicie otworzyć się na wolny handel. Problem polega na tym, że teoria Ricardo została wymyślona w 1817 r., gdy kończyła się pierwsza rewolucja przemysłowa (trwała od 1760 r. do lat 1820–1840) i nie wiadomo było, czy postęp technologiczny nie skończy się na maszynie parowej. I dlatego Ricardo w swojej teorii zakłada, że technologia się nie zmienia.
Większość wynalazków, które najbardziej zmieniły świat, w tym te najważniejsze, powstały po jego śmierci (zmarł w 1823 r.). Naukowiec nie przewidział, że różnice między krajami rozwiniętymi i rozwijającymi się będą tak duże, a technologie umożliwiające wzrost produktywności, a zatem bogacenie się, tak skomplikowane i wymagające tak wielu nakładów inwestycyjnych, że przy otwartych granicach i bez ochrony celnej raczkującego przemysłu kraje biedne nie będą w stanie dogonić bogatych.

sobota, 12 października 2013

Kraksa polskiego pochodu gospodarczego



Tuż przed wojną Melchior Wańkowicz ukończył książkę „Sztafeta”. Opisał w niej osiągnięcia gospodarcze Polski międzywojennej, nawiązując do wcześniejszych sukcesów polityki gospodarczej Tyzenhausa, Staszica i Druckiego-Lubeckiego. Paradoksalnie, ta polska sztafeta gospodarcza była mimo wszystko kontynuowana w okresie komunizmu przez polskich ludzi przemysłu. Urwała się natomiast w momencie powstania formalnie niepodległej Polski. W takich czasach warto wrócić do lektury „Sztafety” i podjąć tematy z nią związane.

 

Być albo nie być


Państwo i jego władze są po to, aby zapewnić obywatelom maksimum szeroko rozumianego dobrobytu w zakresie, w którym sami nie potrafią tego zrealizować. Fundamentem dobrobytu jest gospodarka. Jeżeli władze nie chcą się przyczyniać do jej rozwoju, powstaje pytanie – po co są one wybierane?
Gospodarka rynkowa to dziś system ogólnie uznany i realizowany. Jednak same mechanizmy rynkowe nie wystarczają, by osiągnąć pełnię możliwości. Co więcej, pozbawione odpowiednich regulacji, okazały się groźne (monopolizacja, kryzysy). Wiodące państwa europejskie stosowały politykę gospodarczą od początków epoki nowożytnej. Stosują ją do dzisiaj, często za fasadą liberalizmu gospodarczego.
Jeżeli władze traktują serio slogany skrajnego liberalizmu i rezygnują z prowadzenia polityki gospodarczej, w praktyce oddają gospodarkę kraju obcemu kapitałowi, realizując cudze interesy. Co więcej, czynią ją wręcz przedmiotem polityki gospodarczej innych państw, zwłaszcza jeżeli wyprzedają banki, które są takiej polityki najlepszym narzędziem.
Władze takie są grupą ludzi realizujących własne interesy poprzez wysokie uposażenia i korupcję, która staje się formą realizowania obcej polityki gospodarczej. Zatem realizują one jednocześnie swoje i cudze interesy kosztem interesów społeczeństwa, które je wybiera. Przekształcają tym samym demokrację w farsę.

Neoliberalizm – lekiem na całe zło?


Poprzednio zwróciłem uwagę na fakt, iż pewne neoliberalne „reformy strukturalne”, czy też rozwiązania legislacyjne, wcale nie są zalecane w celu „zwiększenia zasilania” rynku, do czego oryginalnie powinna dążyć ekonomia neoklasyczna. Ich przyjęcie może służyć bardzo konkretnym interesom, dlatego zawsze przy ich ocenie zalecana jest dalekowzroczność. Sztandarowym przykładem jest polityka deregulacji, która pozwoliła prywatnym firmom oraz inwestorom rozszerzenie swoich działań na obszar tzw. służby publicznej. Zjawisko to określa się mianem „rent seeking” – „pogoń za zyskiem”.

Odnosząc się do powyższego zjawiska neoliberałowie tłumaczą, że: „usługi publiczne rządu są nieefektywne, słabej jakości i obarczone wysokimi kosztami. Dlatego działaniem jak najbardziej właściwym jest przeniesienie tych usług do sektora prywatnego, aby były bardziej efektywne”.
Owszem, wprowadźmy globalnych akcjonariuszy do szpitali, wówczas ich dyrektorzy będą zobowiązani do wypracowania zysku. Jak szpital może osiągnąć zysk? Jak każda inna firma: minimalizując koszty (w tym przypadku koszty leczenia) i maksymalizując dochody (leczyć tylko te choroby, które są dobrze wyceniane przez NFZ). A z drugiej strony, jakże komfortowa jest sytuacja inwestorów – państwo gwarantuje sprzedaż ich usług. Zysk jest gwarantowany! Dalej, całkowicie sprywatyzujmy straż pożarną, policję, szkoły… Inwestorzy zagraniczni tylko czekają  na taką gratkę. W obszarze usług publicznych zbyt jest pewny. Płatnik też pewny – budżet państwa. A wielkość wypracowanego zysku właściwie zależy głównie od skali wprowadzanych oszczędności. Owszem, można zaoszczędzić poprawiając organizację danej instytucji. Jednak tylko do pewnego stopnia, potem oszczędności odbijają się na poziomie świadczenia usług. A wypracowany zysk wypływa z kraju do globalnych akcjonariuszy… Czyli opieka zdrowotna coraz gorsza i kraj coraz biedniejszy.

Raport o współczesnym kryzysie ekonomicznym w Polsce: początek historii kryzysu

Chcąc zrozumieć przeobrażenia ekonomiczne w Polsce (a także w pozostałych krajach postkomunistycznych), nie wystarczy wyzwolić się z płytkich schematów ekonomii neoliberalnej. Trzeba ponadto sięgnąć do historii gospodarczej.

Ekonomia neoliberalna całkowicie – wręcz demonstracyjnie - zerwała z analizą rzeczywistych procesów społeczno-ekonomicznych pod wątpliwym hasłem uniwersalizmu. Innymi słowy, nie daje ona żadnej szansy przejścia od arbitralnych twierdzeń teoretycznych do argumentacji opartej na znajomości faktów historycznych. W ten sposób powstała przepaść między dominującą ekonomią a historią gospodarczą, która „ujawnia” fakty i zdarzenia kwestionujące rzekomo naukowe twierdzenia doktryny neoliberalnej.

Jednym z takich faktów jest ten, że przeobrażenia ekonomiczne w Polsce zostały zaprogramowane i wcielone w życie z zewnątrz, nie tylko bez poszanowania interesów społecznych i ekonomicznych polskiego społeczeństwa, lecz wręcz przeciwko tym interesom. W proces zmian, obejmujących początkowo strukturę władzy politycznej oraz demontaż dotychczasowych organizacji gospodarczych, a następnie wprowadzenie liberalnych rozwiązań do gospodarki socjalistycznej (sic!), zaangażowane były wpływowe ośrodki polityczne, intelektualne, finansowe i wywiadowcze Stanów Zjednoczonych. Fakt ten jest ogólnie znany, natomiast niezwykle skromnie prezentuje się jego dokumentacja, a także analiza.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ocalić wolność przed liberalizmem!

Takimi mniej więcej słowami prowokuje Ruch Narodowy w swojej deklaracji ideowej. Na pewno jest to spory orzech do zgryzienia dla liberałów gospodarczych, aczkolwiek punkty drugi („Tożsamość rodziny”) ósmy („Wolność gospodarowania”), jak i obrona złotówki jako gwaranta stabilności ekonomicznej, powinny rozwiać ich wątpliwości. Ruch Narodowy chce być pro-przedsiębiorczy i chce chronić wolności, autonomii rodziny.

Sam nawoływałem w jednym z artykułów „wyrzućmy wolność do śmietnika!”, chcąc w ten sposób wykazać, że słowo to bardziej przeszkadza w walce politycznej niż pomaga, w dodatku jest obciążone negatywnymi znaczeniami. Dzisiaj sformułowałbym to inaczej i trochę mniej ostro, mianowicie „wyrzućmy liberalizm do śmietnika!”.

Röpke pisał, że liberalizm operuje na trzech poziomach: filozoficznym, politycznym i ekonomicznym. Jak i reszta ordoliberałów pokazywał on, że pierwszy przynosi w zasadzie same szkody (atomizacja, absolutyzacja nauki, kolektywu czy praw historii, niezrozumienie dla koordynacyjnego działania gospodarki rynkowej), drugi łatwo przeradza się bez „hamulców” w demokrację masową (która niosła w historii ze sobą zagrożenie ideologiami kolektywistycznymi, jako odpowiadającymi „psychice mas”), ale miała także swoje odbicie w ekonomii, jakim był tak wielokrotnie krytykowany handel intymnością i prywatnością: Kliniki aborcyjne, prostytucja, antykoncepcja, środki wczesnoporonne. Czy handel nimi też powinien być dozwolony?

poniedziałek, 25 lutego 2013

Neoliberalizm a kryzys w strefie euro; geopolityczne przyczyny i skutki kryzysu - część II

Podmiotami najsilniejszymi są korporacje transnarodowe kontrolujące trzy czwarte światowego rynku towarowego. W handlu światowym aż 40% przypada na powiązania wewnątrz 500 największych korporacji

  1. Kryzys finansowy w warunkach globalizacji
Dopóki doktryna neoliberalizmu decydowała o polityce gospodarczej w Wielkiej Brytanii (thatcheryzm), a następnie w Stanach Zjednoczonych (reaganomika), co miało miejsce w ostatnim dwudziestoleciu poprzedniego wieku, kryzys w gospodarce światowej nie był tak groźny, jak współcześnie gdy doktrynie tej podporządkowana jest polityka gospodarcza bez mała całego świata (może poza Chinami i kilkoma innymi państwami). Efektem tego podporządkowania jest – z jednej strony znaczne zmniejszenie bądź w ogóle likwidacja regulacyjnych funkcji państwa, z drugiej zaś – brak takich funkcji pełnionych przez instytucje międzynarodowe bądź ponadnarodowe.[1]
Zdaniem zwolenników neoliberalizmu likwidacja regulacyjnych funkcji państwa służy poprawie efektywności gospodarowania, poprzez zastąpienie rynków narodowych – rynkiem globalnym. Wg nich korzystają na tym wszyscy; kraje duże i małe, przedsiębiorstwa wielkie i drobne. Zwiększa się bowiem skala działalności gospodarczej, maleją jednostkowe koszty produkcji, marketingu, reklamy. Globalizacja, w takim ujęciu, oznacza niczym nieograniczony dostęp do rynków narodowych dla wszystkich zainteresowanych podmiotów gospodarczych bez względu na kraj i region gospodarczy z którego pochodzą. Jest ona więc niczym innym, jak procesem tworzenia zliberalizowanego rynku towarów, usług i czynników produkcji w skali świata jako całości.

Neoliberalizm a kryzys w strefie euro; geopolityczne przyczyny i skutki kryzysu - część I

Między ideologią liberalizmu i neoliberalizmu istnieje więc zasadnicza rozbieżność. Liberałowie uważają bowiem, że nierównowadze w gospodarce przeciwdziałać powinno państwo, neoliberałowie – że nie istnieje taka potrzeba...
Liberalizm a neoliberalizm


Twórcy liberalizmu, w tym zwłaszcza Adam Smith i Dawid Ricardo, wypowiadali się wprawdzie za tzw. swobodą naturalną w gospodarce ale jednocześnie ostrzegali przed wykorzystywaniem tej swobody przez najsilniejsze jednostki przeciwko pozostałym; wtedy dopuszczali interwencję państwa w obronie interesów społeczeństwa.
Twórcy neoliberalizmu Friedrich Hayek i Milton Friedman byli innego zdania, uważając, że nie istnieje uzasadnienie dla jakiejkolwiek interwencji państwa, także we wskazanym przez A. Smitha i D. Ricardo przypadku. Zdaniem Hayeka i Friedmana zdolność rynku do samoregulacji dotyczy bowiem nie tylko skali mikro- lecz także makroekonomicznej. Interwencjonizm państwa może więc tylko pogorszyć sytuację doprowadzając do zaburzeń na rynku. Instytucje państwowe i ich urzędnicy są bowiem niekompetentni do pełnienia funkcji regulacyjnej, zamiast poprawiania sytuacji w gospodarce, zwłaszcza jej zrównoważenia, doprowadzają zwykle do jej pogorszenia. Równowagę zapewni sam rynek także w skali gospodarki jako całości.