sobota, 5 lipca 2014

Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (7)

VI. W kleszczach nonsensu

Jak już wspominaliśmy, Wańkowicz wyróżnia w historii Polski dwie sztafety: utracjuszowstwa i skrzętnej pracy. Pisze, że widzieliśmy w XVII wieku tylko sztafetę dekapitalizacji idącą z rąk do rąk oraz, że trzeba było „pracy” pokoleń aby zmarnować Polskę bogatą i zasobną[1].

Dzisiaj wystarczyła na to jedna dekada orgii niszczenia i wyprzedaży za bezcen polskiego przemysłu. Cóż za paradoks! W okresie komunizmu polska sztafeta gospodarcza była mimo wszystko kontynuowana. Natomiast urywa się w momencie powstania formalnie niepodległej Polski i zastępuje ją sztafeta dekapitalizacji.

Działają tu oczywiście różne czynniki – długofalowe, dobrze przemyślane obce interesy, jak i prymitywne krótkowzroczne interesy krajowych łapówkarzy. Ogromne znaczenie ma pojawienie się dużej grupy kompradorskiej inteligencji, która z definicji łączy swoje interesy z interesami obcymi.

Jednakże podstawą postępującej destrukcji jest zamęt umysłowy wywołany upowszechnieniem neoliberalnej doktryny, która zresztą jest narzędziem obcych interesów. Jak już wspominaliśmy doktryna ta była propagowana dywersyjnie w wydawnictwach podziemnych (głównie warszawska „Officyna Liberałów” kierowana jawnie przez Janusza Korwin – Mikke) i niestety większość ówczesnej opozycji przyjęła ją z entuzjazmem jako ideologię własną. Tu tkwi klucz do najnowszej historii Polski, do zrozumienia blamażu AWSu i do rozumienia procesów społeczno – politycznych w ogólności.

Jakże często słyszy się, że różne dzisiejsze patologie wywołane są przez transformację ustrojową, którą traktuje się jako proces obiektywny i tym samym patologie te mają być czymś nieuniknionym. Tymczasem patologiczna transformacja jest konsekwencją tej właśnie upowszechnionej wcześniej ideologii neoliberalnej.

Jakże często słyszy się, że trzeba po prostu czekać aż sytuacja się unormuje. Tymczasem sytuacja stymulowana szkodliwą doktryną rozwija się w niewłaściwym kierunku i trzeba ją jak najszybciej przestawić na inne tory.

Jakże często słyszy się, że za dzisiejszą demoralizację odpowiedzialny jest okres komunizmu. Owszem, ale tylko w niewielkim stopniu. W stopniu natomiast decydującym odpowiedzialna za obecną demoralizację jest doktryna neoliberalizmu, sprowadzająca ludzką działalność wyłącznie do żądzy zysku.

Teza, że wszystko jest na dobrej drodze, i że po prostu musi wymrzeć kilka pokoleń by osiągnąć „pełną normalność” jest tezą zabójczą. Wszak fala korupcji i innych patologicznych zjawisk wyraźnie rośnie a nie maleje.

Skoro w ciągu 3 - 4 lat intensywnej propagandy neoliberalizmu w mediach podziemnych udało się skutecznie zatruć światopogląd naszych elit, to należy rozpocząć jeszcze krótszy i skuteczniejszy proces odtruwania tego światopoglądu, a nie głosić banialuki o potrzebie wymierania pokoleń.

Omawialiśmy już wcześniej krytycznie doktrynę liberalną. Poniżej wypunktujemy główne fałsze neoliberalizmu, szczególnie skuteczne w kształtowani patologii transformacji ustrojowej w Polsce.

Opieranie kapitalizmu wyłącznie na chęci zysku

Wspominaliśmy już na początku niniejszej pracy o wyróżnieniu przez Maksa Webera kapitalizmu irracjonalnego. Króluje w nim wyłącznie dążenie do zysku i to w formie patologicznej (żądza zysku). Jego przeciwieństwem jest kapitalizm racjonalny, oparty na gospodarczej kulturze umysłowej, w szczególności na dobrze wypracowanej i ugruntowanej w praktyce, etyce gospodarczej.

Odpowiedni cytat z prac Stanisława Szczepanowskiego, który wyprzedził Webera, już (na wstępie) podawaliśmy. Zacytujemy teraz samego Webera[2]:
„Popęd do zarobku”, „dążenie do zysku”, do zdobycia pieniędzy, do możliwie wysokiego zysku finansowego nie mają jako takie nic wspólnego z kapitalizmem. Dążenie to istniało i istnieje wśród kelnerów, lekarzy, stangretów, artystów, kokot, przekupnych urzędników, rozbójników, krzyżowców, klientów jaskiń gry i żebraków, krótko mówiąc, wśród ludzi „wszelkich rodzajów i wszelkich kondycji”, we wszystkich epokach i we wszystkich krajach, gdziekolwiek istniała czy istnieje jakakolwiek obiektywna możliwość zysku.

Porzucenie raz na zawsze tego naiwnego pojęcia kapitalizmu należy do elementarnych zasad wykształcenia w zakresie historii kultury [wytł. J.K.]

Widzimy zatem, że to już nie o samą ekonomię chodzi, a w ogóle o kulturę. Czyż nie odczuwamy tego dzisiaj w Polsce wyraźnie?

Weźmy pod uwagę szereg wielkich polskich postaci, które dla polskiej gospodarki zrobiły najwięcej, takich jak: Stanisław Staszic, Ksawery Drucki –Lubecki, Hipolit Cegielski, Stanisław Szczepanowski, Władysław Grabski, Ignacy Mościcki, Eugeniusz Kwiatkowski. Czy ludzie ci kierowali się żądzą zysku? Bzdura. Sprowadzanie całej ekonomii do żądzy zysku w obliczu tak oczywistych faktów to czysty nonsens.

Ludźmi tymi kierował patriotyzm i duch twórczy. Uznajemy ducha twórczego u artystów. Powinniśmy go też uznać w naszej, niedopracowanej od strony ekonomicznej kulturze, u inżynierów i działaczy gospodarczych.

Ludzi takich jak powyżej, znajdujemy w każdym społeczeństwie, które do czegoś doszło. Natomiast społeczeństwo, w którym zaczyna dominować żądza zysku, przestaje być w ogóle społeczeństwem, czego my sami niestety, jesteśmy dziś jaskrawym przykładem.

Weber wykazuje istotne znaczenie protestanckiej etyki gospodarczej w powstawaniu kapitalizmu. Nie jest to oczywiście jedyny czynnik kultury umysłowej warunkujący kapitalizm racjonalny. Każda religia może wykształcić skuteczna etykę gospodarcza. Poza tym istnieją systemy pozareligijne. Konfucjanizm, który tak istotnie wpływa na sprawność gospodarek dalekowschodnich, jest świeckim systemem etycznym. Wreszcie innym elementem kultury umysłowej jest patriotyzm, który może (i powinien) łączyć się z taką czy inną etyką gospodarczą.

Nie jest tajemnicą, że podstawą powojennych sukcesów gospodarczych Niemców i Japończyków jest właśnie patriotyzm. Patriotyzm też był główną podstawą naszych działaczy gospodarczych wieku XIX i podstawą sukcesów w budowie COPu W tym ostatnim przypadku obejmując wszystkich, od ministra po szeregowego robotnika.

Waga rozumienia etycznej genezy kapitalizmu ujawnia się w pełni, jeżeli zestawimy ją z popularną u nas maksymą, że „pierwszy milion trzeba ukraść” opartą na marksistowsko – liberalnym fałszowaniu historii. Nie trzeba chyba wyjaśniać na ile ta kryminalna formuła odpowiedzialna jest za rozwijającą się w Polsce epidemię korupcji.

Zobaczmy czym była faszerowana opozycja lat 80.:

Chcemy mieć – krótko pisząc – Polskę z kilkunastoma milionami kapitalistów (...). Drapieżnych i chciwych.[3][wytł. J.K.]


Przejęci tą ideologią działacze opozycyjni trafili jednak nie tylko do biznesu, ale przede wszystkim do partii politycznych i administracji. Tymczasem o ile dążenie do zysku (obwarowane etycznie) jest w biznesie sprawą normalną, to w polityce i administracji, które są służbami publicznymi, jest nie dopuszczalne. Każda służba publiczna musi być z pogoni za zyskiem wykluczona. W przeciwnym bowiem razie nie tylko nie będzie spełniała swojego zadania, ale przekształci się w swą antytezę, w przestępczą instytucję żerującą na publicznym groszu i na łapówkach.

Przestrzegał przed tym na początku okresu transformacji zamieszkały w Anglii socjolog, Stanisław Andreski (Andrzejewski) pisząc[4]:
Uzasadniona negacja komunizmu doprowadziła Polaków do idealizacji kapitalizmu. Mówiąc o kapitalizmie myślą oni jednak tylko o Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, a nie o Kolumbii, Filipinach, Nigerii czy Haiti. Przy wprowadzaniu w Polsce nowego porządku społecznego warto byłoby się zatem zastanowić, jak zapobiec niebezpieczeństwu jego ewolucji w kierunku form kapitalizmu występujących w Trzecim Świecie.(...)


I dalej:
Pewien minimalny poziom uczciwości jest warunkiem wydajności gospodarczej. Dogmatycy wolnego rynku nie uwzględniają faktu, że działa on dobrze tylko wówczas, gdy nie obejmuje wszystkich stosunków społecznych. Trudno się dorobić czegoś uczciwa pracą tam, gdzie wyroki sądów są na sprzedaż.(...)


I w końcu:
Rozszerzenie stosunków rynkowych na wszystkie dziedziny życia społecznego wypacza działanie reguł rynku nawet tam, gdzie jest on mechanizmem najbardziej przydatnym.


Niestety prymitywna „żądza zysku” wygenerowana przez podziemną propagandową papkę, osiągnęła apogeum właśnie w sferach politycznych i w administracji. To te kręgi odpowiedzialne są najbardziej za postępującą ogólną destrukcję i jest zadaniem nas - obywateli, by zrozumiały one dobrze czym jest kapitalizm racjonalny i czym są służby publiczne.

Utożsamianie własności państwowej z komunizmem

Polski powojenny przemysł przybrał formułę wyłącznie państwową. Upaństwawiano istniejące przedsiębiorstwa a nowe były tworzone od podstaw też jako własność państwowa.

Czy przedsiębiorstwo państwowe jest istotą komunizmu? Nonsens. Nie jest nim, podobnie jak nie jest nim ogólnokrajowe planowanie gospodarcze, czy po prostu prowadzenie polityki gospodarczej. Wystarczająco szeroko to wykazaliśmy zarówno w skali historycznej jak i geograficznej. Własność państwowa jest korzystna w sferze infrastruktury gospodarczej, w branżach do których nie kwapi się kapitał prywatny i przy uruchamianiu nowych przedsiębiorstw, które później mogą być prywatyzowane. Oczywiście upaństwowienie całego przemysłu jest niedopuszczalne ale i ono nie byłoby jeszcze komunizmem.

Istotą komunizmu jest bowiem system władzy politycznej.

Nie rozumienie tego spowodowało przeniesienie po 1989 roku całego impetu antykomunistycznego ruchu na przedsiębiorstwa państwowe i w sumie uderzenie w polski świat pracy, pod sztandarem którego ruch ten się rozwijał.

Nie rozumienie istoty komunizmu jest efektem kolejnego liberalnego fałszu przedstawiającego (podobnie jak w ujęciu marksistowskim) system ekonomiczny jako bazę systemu politycznego. Tymczasem komuniści w Rosji (i wszędzie indziej) najpierw doszli do władzy a dopiero później upaństwawiali. Można więc zaprowadzać totalitaryzm na bazie własności prywatnej, tak jak to robili wzorujący się na komunistach faszyści. Odwrotnie, można zwiększać sektor własności państwowej i przywracać demokrację, jak zrobiono to w powojennych Niemczech i Austrii.

Wszystkie zmiany (nie tylko w gospodarce) powinny być, przynajmniej w intencjach, zmianami na lepsze. Tymczasem w Polsce z prywatyzacji zrobiono doktrynalne zaklęcie kłócące się z interesem polskiego społeczeństwa i z zasadami dobrej roboty. Prywatyzacja stała się synonimem niszczenia i zbywania majątku za granicę. Wkrótce okazało się, że nie tyle chodzi o to by przedsiębiorstwo nie było państwowe, lecz żeby nie było polskie. Jak inaczej bowiem można rozumieć oddawanie naszych przedsiębiorstw państwowych firmom zagranicznym, które też są państwowe?

Szczególnie złowroga jest prywatyzacja i wyzbywanie się naszych banków. Jak wykazywaliśmy wcześniej, grupa banków państwowych jest najlepszym narzędziem realizowania polityki gospodarczej państwa. U nas politykę taką może już tylko stymulować Narodowy Bank Polski. Bank ten oddany jednak w ręce Balcerowicza, nie robi tego w interesie gospodarki polskiej.

Niszczenie nazywane akumulacją

Jeszcze innym neoliberalnym nonsensem jest teza o potrzebie pierwotnej akumulacji kapitału przy przechodzeniu od komunizmu do kapitalizmu. Neoliberalizm bowiem neguje kumulowanie kapitału przez państwo, zarówno jako zasadę i jako fakt historyczny. Neguje też planową zmianę ustroju.

W komunistycznej Polsce akumulacja kapitału przez państwo osiągnęła swoje apogeum i kapitał ten został zgromadzony. Chodziło tylko o jego sensowne, dobrze kierowane przeobrażenie.

Termin „pierwotna akumulacja” stał się kryptonimem jego niszczenia i rozgrabiania, a nie akumulowania.

„Jedyna droga”

Wykazywaliśmy wcześniej różne fałsze neoliberalizmu i głoszonych u nas na jego bazie twierdzeń. Dodajmy do nich tezę o rzekomym nieistnieniu trzeciej drogi między komunizmem a rozumianym neoliberalnie kapitalizmem, w którym państwo nie prowadzi polityki gospodarczej.

Otóż ta trzecia droga jest (jak już wykazaliśmy) główną drogą, po której kroczy od stuleci gospodarka światowa. Komunizm stał się patologicznym epizodem, a neoliberalnego kapitalizmu po prostu nie ma, poza krótkimi okresami zapaści zaatakowanych neoliberalizmem gospodarek krajowych.

Polityka gospodarcza państwa uznana jako zasada i konkretnie sformułowana, musi służyć z definicji interesowi państwa i żyjącemu w jego granicach społeczeństwu. Odrzucenie tej polityki jako zasady, służy maskowaniu realizowanej w rzeczywistości nieoficjalnej polityki gospodarczej niezgodnej z interesem państwa i społeczeństwa. Z taka sytuacją mamy właśnie w Polsce do czynienia.

VII. Pora na podjęcie pałeczki Eugeniusza Kwiatkowskiego

Półtora dekady bezprzykładnego niszczenia polskiej gospodarki to wystarczająco dużo, by procederowi temu położyć wreszcie kres. To jednocześnie wystarczająco dużo, by negatywne konsekwencje ideologii neoliberalnej zostały należycie zrozumiane. Piętnaście lat temu, w atmosferze powszechnego neoliberalnego amoku, dyskutowanie zagrożeń niesionych przez tę ideologię było prawie niemożliwe. Dzisiaj jest już inaczej.

Głównym negatywnym elementem doktryny neoliberalnej stojącym na przeszkodzie podjęciu pałeczki Staszica - Lubeckiego – Kwiatkowskiego i tym samym na przeszkodzie sensownej transformacji ustrojowej i dalszego rozwijania polskiej gospodarki jest negacja prowadzenia polityki gospodarczej przez państwo.

Negacja ta oparta jest na fałszywym obrazie historii gospodarczej świata i gospodarki współczesnej, co starałem się w niniejszym szkicu, w miarę skrótowo, a jednocześnie w miarę reprezentatywnie, wyjaśnić.

Uznanie prowadzenia polityki gospodarczej przez państwo jako zasady oraz jej realizacja, to nie tylko problem racjonalnej transformacji ustrojowej, to również problem przeciwstawienia się ujemnym skutkom globalizacji oraz obrony demokratycznego decydowania o własnych losach. Bez demokratycznego decydowania o własnej gospodarce nie można bowiem w ogóle mówić o demokracji.

Kto jednak ma podjąć pałeczkę Staszica - Lubeckiego– Kwiatkowskiego?

Swego czasu opublikowałem artykuł zatytułowany „Drzemiący świat polskich inżynierów i techników”[5]. Wskazywałem w nim na negatywne zjawisko wyeliminowania kadry inżynierskiej z niezależnego ruchu związkowego. „Solidarność” wychynęła z podziemia jako związek prawie czysto robotniczy, dowodzony przez neoliberalnych inteligentów z ośrodków akademickich. Świat przemysłu został wykluczony jako jeden z podmiotów transformacji ustrojowej. Na skutki tego nie trzeba było długo czekać.

Od 1993 roku zaczęło już jednak działać Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego (PLP), aktywizujące polskich inżynierów i techników oraz fachowców akademickich rozumiejących problemy polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. W 2000 roku PLP opublikowało obszerny program gospodarczy pt. „Polska racja stanu. Elementy alternatywnego programu gospodarczego”.

Odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest prosta. Pałeczkę Staszica –Lubeckiego – Kwiatkowskiego powinni podjąć ludzie polskiego świata przemysłu wraz z wszystkimi ugrupowaniami kierującymi się polską racją stanu – gospodarczą i polityczną.


KONIEC  :)


Przypisy:
[1] Sztafeta, str. 236
[2] Max Weber, Szkice z socjologii religii, KiW, 1984, str. 73
[3] Program Liberałów, Officyna Liberałów, Warszawa 1983
[4] Stanisław Andreski, Maxa Webera olśnienia i pomyłki, PWN 1992, str. 8
[5] Gazeta Robotnicza, 27. 08. 1991

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.