środa, 20 września 2017

Zaczęło się od reportaży z budowy „COPu”

Melchior Wańkowicz
W 1936 roku pod kierunkiem wicepremiera do spraw gospodarczych i ministra skarbu w jednej osobie, Eugeniusza Kwiatkowskiego, opracowano czteroletni program inwestycyjny. Program ten obejmował plan budowy COPu (Centralnego Okręgu Przemysłowego). Punkt centralny obszaru objętego planem, leżał u zbiegu Sanu i Wisły tworząc z Sandomierza jego stolicę. Promień obszaru – okręgu wynosił około 100 km. W następnym roku budowa COPu ruszyła pełną parą.

Sprawy gospodarcze nigdy nie były ulubionym tematem polskich ludzi pióra. Tym razem jednak do akcji ruszył Melchior Wańkowicz, publikując w prasie szereg reportaży z realizacji nowych polskich inwestycji. Były to pierwsze w historii Polski reportaże przemysłowe i zyskały one szeroki oddźwięk wśród czytelników. „Rasa pisarza, jego temperament, duma narodowa, optymizm – szczerością tchnący – stworzył nowy polski typ reportażu przemysłowego” – pisał komentator z „Kuriera Warszawskiego” (19. I. 1938).
Popularność reportaży skłoniła autora do wydania ich łącznie w formie broszury zatytułowanej „COP”. Błyskawiczne rozejście się jej trzech wydań i propozycja publikowania wydania czwartego, skłoniły Wańkowicza do szerszego potraktowania tematu.

czwartek, 7 września 2017

Źli Samarytanie

Wyobraźmy sobie, że ktoś napisał książkę, w której punkt po punkcie obala twierdzenia Janusza Korwin-Mikkego o wyższości „wolnego rynku nad socjalizmem”. I robi to w równie barwny jak polski polityk sposób, przeplatając dane z interesującymi anegdotami, cytatami i historiami z własnego życia.
Taką książką jest wydana właśnie w Polsce publikacja prof. Ha-Joon Changa zatytułowana „Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i sekretna historia kapitalizmu”. Tytułowymi złymi Samarytanami są współczesne bogate kraje, głównie USA i państwa Europy Zachodniej, doradzające rozwijającym się państwom, by stosowały politykę, której prawie żadne z obecnie bogatych państw nie stosowało. Politykę, która (jak pokazuje autor na danych) prawie nigdy nie prowadzi do stworzenia zamożnych państw.

poniedziałek, 4 września 2017

Friedrich List (1789-1846) – twórca szkoły narodowej(historycznej), (cz.2)

Friedrich List
Mistrz szkoły narodowej i jej właściwy twórca;

Porzucił karierę naukową by aktywnie włączyć się w życie polityczne — został liderem niemieckiego stowarzyszenia kupców i przemysłowców (w 1819) i stał się jednym z najbardziej aktywnych propagatorów zjednoczenia Niemiec, które po zakończeniu wojen napoleońskich były podzielone na… 39 jednostek (sic!), z których większość była politycznie i ekonomicznie oddzielona od pozostałych. Relacje gospodarcze pomiędzy tymi jednostkami były utrudnione przez nakładanie barier celnych w wymianie wewnątrzniemieckiej .Podstawowa praca to „Narodowy system ekonomii politycznej” z roku 1841. Dzieło monumentalne, mimo że List był w stanie ukończyć jedynie pierwszy z zamierzonych trzech tomów.

Punktem wyjścia i podstawowym przedmiotem analizy nie jest tak jak u klasyków – jednostka, lecz naród.
Poglądy na temat istoty bogactwa są zbliżone do poglądów A. Müllera – bogactwo opiera się nie tylko na zasobach materialnych, ale i na „kapitale duchowym narodu”. Fundamentalnym celem rozwoju gospodarczego powinno być zwiększanie nie samego bogactwa materialnego, lecz powiększanie mocy produkcyjnych („Zdolność do produkowania bogactwa jest (…) nieskończenie ważniejsza niż samo bogactwo”). Należy dążyć do ich maksymalizacji, nawet jeśli wiązałoby się to z czasowym ograniczeniem bogactwa materialnego.

Szkoła ekonomii narodowej(historycznej), (cz.1)

Szkoła historyczna stanowiła obok socjalizmu główny nurt ekonomii heterodoksyjnej w XIX wieku. Miała ona charakter szkoły narodowej, niemieckiej. Zaczęła się rozwijać w latach 40. XIX wieku a jej wpływy były w Niemczech widoczne jeszcze w początkach wieku XX.

Tak, jak szkoła klasyczna wyrosła z filozofii oświeceniowej, tak szkoła historyczna – podobnie jak i marksizm – wyrosła na gruncie filozofii niemieckiej okresu romantyzmu (Fichte, Hegel, Schelling). Jednak w porównaniu z marksizmem historyzm można uznać za nieco łagodniejszą formę krytyki ekonomii klasycznej.

 W przypadku przedstawicieli tej szkoły istotą tej krytyki było podważanie uniwersalności teorii klasycznej, czyli przekonanie, że klasycznej teorii ekonomicznej nie można stosować do wszystkich czasów i kultur. Ekonomiści niemieccy twierdzili, że teoria i wnioski Smitha, Ricarda i pozostałych klasyków są słuszne jedynie dla dobrze rozwiniętej, uprzemysłowionej gospodarki angielskiej, nie są natomiast słuszne dla rolniczej gospodarki Niemiec.

niedziela, 19 marca 2017

Komu kapitał państwowy? Prywatyzacja Dzikiego Zachodu

W przeddzień wojny domowej (1861–1866) przed rządem i społeczeństwem Stanów Zjednoczonych stanął w całej ostrości problem prywatyzacji ziemi na olbrzymim terytorium leżącym na zachód od Missisipi. Była to ziemia ze wszech miar publiczna, nabyta kosztem wszystkich obywateli. Rozległy obszar Luizjany, sięgający od ujścia Missisipi na południu do Gór Skalistych na północnym zachodzie, rząd kupił od Francji, zaś obszar południowo-zachodni rozciągający się od Teksasu po Newadę i Kalifornię odebrano Meksykowi na drodze wojennej, na co również łożyli wszyscy amerykańscy podatnicy - farmerzy, kupcy jak i utrzymywani z budżetu urzędnicy federalni.

Plantatorzy, niewolnicy i farmerzy

Jako główny powód amerykańskiej wojny domowej podaje się zwykle dążność stanów północnych do zniesienia niewolnictwa. W rzeczywistości chodziło bardziej o uniemożliwienie plantatorom, wraz z ich niewolniczym systemem pracy, kolonizowania nowo nabytych obszarów. Alternatywnym rozwiązaniem było zasiedlenie nowych ziem przez farmerów, co stwarzało warunki dobrego rozwoju nie tylko rolnictwa, ale i przemysłu. Terytorialnej ekspansji niewolnictwa przeciwdziałano na drodze politycznej, co jednak uzależnione było od chwiejnej równowagi w Kongresie. Przeciwdziałania takie polegały na


wtorek, 10 stycznia 2017

Muszynianka – wzorowa polska firma poza kapitalizmem i socjalizmem


Spółdzielcy z Muszynianki: Od korporacji uchowaj nas, Panie

W naszej firmie kierownicy zarabiają dwa razy więcej od pracowników fizycznych, a ja jako prezes - trzy razy więcej
Popołudniowa zmiana w wytwórni wody mineralnej. - Ja tu na nic nie mogę narzekać, właściwie to jest jak u Pana Boga za piecem. W tej okolicy trudno o lepszego pracodawcę, zresztą jako spółdzielca sam sobie jestem pracodawcą - mówi Michał Krokowski obsługujący taśmociąg z butelkami wody. Ma 57 lat, w spółdzielni jest od 1987 r. - O jakichś mobbingach, pomiataniu pracownikiem u nas nie ma mowy. Tu się ludzi szanuje, żyjemy prawie jak rodzina. Liczę, że tę ostatnią dekadę do emerytury spokojnie tu dopracuję. Bo tu ze względu na wiek nikt mnie przedwcześnie nie zwolni - mówi pewnym głosem.